Uszkodził auto, bał się powiedzieć matce
O pomoc poprosił policjantów z Ursynowa. Nie sądził, że oprócz nich sprawą zajmą się także specjaliści z Mokotowa zwalczający przestępczość samochodową. 33-latek zgłosił bowiem kradzież swojego Iveco. Kiedy kryminalni zaprosili go na kolejną rozmowę nawet nie przypuszczał, że mundurowi wszystko już wiedzą. Okazało się bowiem, że żadnego przestępstwa nie było, a „pokrzywdzony” usłyszy zarzuty za składanie fałszywych zeznań.
Kilka dni temu przyszedł do dyżurującego policjanta z Ursynowa. Powiadomił o kradzieży swojego samochodu. Iveco miało zniknąć z parkingu. Właściciel twierdził, że samochód zginął mu w nocy. Sprawą od razu zajęli się miejscowi kryminalni i ich koledzy z Mokotowa specjalizujący się w zwalczaniu przestępstw samochodowych. Funkcjonariusze przeanalizowali całość zebranych materiałów. Od razu podejrzewali, że żadnego przestępstwa nie było. Właściciel nie miał dodatkowego ubezpieczenia, więc o wyłudzeniu odszkodowania nie mogło być to mowy.
Grzegorz B. podczas rozmowy z kryminalnymi z Mokotowa zmieniał wersję wydarzeń. Przyłapano go na kolejnym kłamstwie. Jak się okazało, dzień wcześniej pojechał do Lasu Kabackiego, aby sobie pojeździć. W pewnej chwili stracił panowanie nad pojazdem i uderzył przodem w drzewo. Bał się o wszystkim powiedzieć matce więc postanowił kradzież zgłosić na komendzie. Uszkodzony pojazd pozostawił na jednym z praskich parkingów niestrzeżonych.
Noc spędził w policyjnej celi. Za składanie fałszywych zeznań i zawiadomienie o przestępstwie, którego nie było może grozić kara nawet do 3 lat więzienia.
ak, sp