Najpierw pomógł, a potem okradł
Dwóch mężczyzn pomogło młodej kobiecie wnieść wózek z dzieckiem do sklepu. Zadowolona zostawiła go przy pobliskich regałach i poszła robić zakupy. Wtedy zauważyła, że 20-latek bardzo interesuje się przyczepionym do niego bagażem. Kiedy zorientowała się, że został jej skradziony iphone sprawca był już daleko. Do akcji wkroczyli policjanci z Wilanowa. Zatrzymali Marcina P., który okazał się poszukiwany. Naraził się tym samym na karę nawet do 5 lat więzienia.
Jak wynika z ustaleń policjantów z Wilanowa, wczesnym popołudniem pokrzywdzona z dzieckiem wybrała się na zakupy do miejscowego sklepu. Kiedy była już przy budynku, miała problem z wniesieniem wózka na jego teren. Z pomocą przyszli jej dwaj mężczyźni. Zadowolona kobieta zostawiła wózek przy pobliskich regałach, a sama poszła zbierać produkty do kosza. W pewnym momencie zaniepokoiła się, kiedy jeden z pomagających jej wcześniej mężczyzn podejrzanie chodził obok jej bagaży i dziecka. Na reakcję było już jednak za późno.
Pokrzywdzona sprawdziła czy dziecku nic nie jest. Obok niego schowała wcześniej swój warty ponad 1,5 tysiąca złotych iphone, który zniknął . Wybiegła za mężczyznami, ale ci zgodnie stwierdzili, że niczego nie widzieli. Po tym poszli w swoją stronę, a bezradna kobieta o pomoc poprosiła policjantów z Wilanowa. Podejrzewała, że podczas wnoszenia wózka do sklepu nieznani jej klienci zauważyli aparat. Potem wykorzystując jej nieuwagę, zabrali go i wyszli jak gdyby nigdy nic.
Przybyły patrol z pokrzywdzoną „na pokładzie” kontrolował pobliskie ulice. Na jednej z nich kobieta zauważyła starszego z podejrzewanych mężczyzn. Nie miał on jednak przy sobie łupu i nic na jego temat nie wiedział. Policjanci musieli znaleźć Marcina P. Po kilku minutach zauważyli go jak schodził do podziemnego garażu. Od razu przyznał się do kradzieży i wskazał miejsce ukrycia swej zdobyczy. Kryminalni odzyskali iphona, który niebawem wróci w ręce jego właścicielki.
Marcin P. od wilanowskich śledczych usłyszał już zarzut kradzieży . Za to przestępstwo grozi kara nawet do 5 lat więzienia. O losach 20-latka zadecyduje sąd. Mimo to mężczyzna przed poznaniem jego decyzji trafi do zakładu karnego. Był bowiem poszukiwany na naruszenie zasad prawa kilkanaście miesięcy temu.
ea/ao
