Aktualności

Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

Miejsce ukrycia łupu „zdradziła” komórka

Data publikacji 21.04.2009

Przymierzała rzeczy w sklepie z ubraniami. Nic nie zainteresowało jednak pokrzywdzonej. Odłożyła odzież na miejsce i poszła na przystanek. Podczas jazdy do domu zorientowała się, że torebkę z pieniędzmi i telefonem zostawiła w butiku. Wróciła, nikt jednak jej własności nie widział, nawet pracownicy. Zaalarmowani wilanowscy policjanci wyjaśnią, kto ukrył kobiety torebkę w worku na zapleczu.

Pokrzywdzona z córką wybrała się na zakupy wczesnym popołudniem. Sama jednak wstąpiła do sklepu z ubraniami. Młodsza z kobiet czekała na matkę na pobliskim przystanku. Kobieta wybierała towar i postanowiła kilka rzeczy przymierzyć. Po kilku minutach, niezdecydowana na żaden zakup, opuściła butik. Niestety wyszła bez torebki, którą jeszcze kilka chwil wcześniej trzymała na ramieniu.

Jak wynika z ustaleń wilanowskich policjantów, o swoim mieniu, a raczej jego braku kobieta zorientowała się przejechaniu kilka przystanków autobusem. Natychmiast przerwała podróż i wróciła, by odzyskać pieniądze w kwocie 500 złotych, telefon komórkowy oraz pozostałe przedmioty. Niestety w przymierzalni, w której była kilkanaście minut wcześniej nie było już jej rzeczy. Żaden z klientów nie wiedział nic na temat zguby. Stanowczo potwierdzali to również 51-letni sprzedawca i 42-letnia sprzedawczyni.

Zrozpaczona kobieta straciła nadzieję na odzyskanie torebki i jej zawartości. Na szczęście była przy niej córka, która ze swojego telefonu wybrała numer swojej matki. Znajomy pokrzywdzonej dźwięk, rozległ się na zapleczu sklepu. Marek D. zaraz spod sterty worków z ubraniami wyciągnął kolejny. Poszukiwana torebka owinięta była w reklamówki, ale zarówno mężczyzna jak i jego znajoma Monika P. z nieco zmieszanym zdziwieniem nic na ten temat nie wiedzieli.

Zaalarmowani policjanci pod zarzutem kradzieży torebki zatrzymali sprzedawców. Przedstawili im już zarzuty. 51-latek i jego współpracownica do niczego się nie przyznali. Stwierdzili, że ktoś owinął torebkę w worki i zwyczajnie wrzucił pomiędzy te z ubraniami. O dalszych losach Moniki P. i Marka D. będzie decydował sąd. Za kradzież grozi kara nawet do 5 lat więzienia.

dt, ao

 

Powrót na górę strony