Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

Olo w drodze na Mont Blanc

Data publikacji 30.07.2010

Aleksander Kwiatkowski jest policjantem Komisariatu Policji Metra Warszawskiego. Od początku policyjnej kariery służbę pełni w tej jednostce. Do pracy dojeżdża ponad 100 km i tak już od 16 lat. Ale to, co zasługuje na szczególną uwagę i podziw, to jego pasje, a wśród nich bieganie oraz wędrówki po górach.

 „Kwiatek” lub po prostu Olo, jak zwracają się do niego koledzy jest uśmiechniętym, pełnym życia i energii policjantem. Od 10 lat na etacie kierownika Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego w stopniu aspiranta sztabowego. Policjanci z patrolówki mówią, że jest wymagającym, stanowczym, ale i wyrozumiałym kierownikiem. Przełożeni chwalą za wzorowe wykonywanie obowiązków służbowych. Jego zamiłowanie do sportu i aktywnego wypoczynku wzbudza podziw u niejednego „młodego”. Kilku swoją pasją zaraził. Śmiało możemy uznać go za naszego komisariatowego propagatora sportu.

Olo to zapalony hobbysta, należy do Klubu Kolekcjonerów Policyjnych pod patronatem Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji IPA Sekcja Polska i Komendy Głównej Policji. Rozwija swoje zainteresowania historią, militariami i turystyką górską.

Przygodę z bieganiem zaczął już w szkole średniej. Z zawodów niejednokrotnie wracał z medalami. Swoją sprawność fizyczną postanowił wykorzystać na polu zawodowym, podejmując przed szesnastu laty decyzję o wstąpieniu w szeregi Policji. Mundur od zawsze kochał równie mocno, jak sport.

Obowiązki służbowe nigdy nie pozwoliły mu zapomnieć o tym, co lubi najbardziej – aktywny wypoczynek. Od ponad dwóch lat uczestniczy w biegach ulicznych oraz maratonach. Na swoim koncie ma już ponad 20 biegów długodystansowych, w których czuje się najlepiej. Maratony robią na nim ogromne wrażenie – tysiące uczestników, mnóstwo kibiców. Ostatni wyczerpujący 42-kilometrowy bieg udało mu się ukończyć ze świetnym wynikiem - 4,5 h!

„Był to niesamowity wysiłek i próba sił. Wiedziałem, że nie jest to jeszcze koniec moich możliwości. Przede mną kolejny maraton we wrześniu. Jestem pewny, że na metę dotrę z lepszym czasem.”

Druga pasja i miłość Aleksandra to wędrówki po górach. Będąc członkiem NSZZP przed siedmiu laty trafił do związkowego klubu turystyczno-krajoznawczego „TYLKO DLA ORŁÓW”. Klubowicze są ludźmi kochającymi przyrodę oraz czynny wypoczynek. Nasz pasjonat wspólnie z innymi miłośnikami gór, również mundurowymi, kilka razy w roku bierze udział w ogólnopolskich rajdach i wycieczkach krajoznawczych. To wspaniała możliwość integracji i okazja wymiany zawodowych doświadczeń.

Przeszedł i zna już wszystkie polskie góry. Zdobył najwyższe i najtrudniejsze szczyty w kraju Rysy, Śnieżkę, Babią Górę. „Chwila, kiedy pakuję plecak przed kolejną wyprawą, wywołuje zawsze ten sam przyjemny dreszcz emocji. Nie straszny ogromny wysiłek fizyczny, zmęczenie. Wiem, że po powrocie będę bogatszy. Każda wyprawa daje wyjątkowe uczucie wolności, wzmacnia kondycję, ćwiczy charakter, uczy pokory. To przecież bezcenne”.

Niezapomniana i szczególnie wyjątkowa była ostatnia wyprawa w Sudety. Aleksander wspólnie z kolegą pokonał w ciągu zaledwie 14 dni Główny Szlak Sudecki im. dr Mieczysława Orłowicza. Bardzo trudny szlak turystyczny znakowany kolorem czerwonym, prowadzący od Świeradowa Zdroju do Prudnika przez najciekawsze partie Sudetów o długości 435 km! Z ponad 30-kilogramowym bagażem i nieodłącznym elementem – aparatem fotograficznym, bez wygód, w ekstremalnych warunkach ukończył trasę w planowanym terminie.

„Wiedziałem, że będzie ciężko, ale tak trudnych warunków nie spodziewaliśmy się absolutnie. Każdy kolejny dzień był ogromnym wyzwaniem. Codzienny 8-13 godzinny morderczy marsz w deszczu, nasuwał tylko jedną refleksję - po co mi to było?! W mej pamięci utkwił szczególnie drugi dzień wyprawy, kiedy będąc wysoko w górach trafiliśmy na trąbę powietrzną. W tym momencie nie było zwątpienia, ale strach o własne życie. Wicher spychał i przewracał nas ze szlaku. Nie było w pobliżu miejsca, w którym moglibyśmy się schronić i przeczekać burzę. Bardzo powoli z maksymalną ostrożnością posuwaliśmy się do przodu. Późnym wieczorem na skraju wyczerpania dotarliśmy do opustoszałego schroniska. Byliśmy bezpieczni i szczęśliwi”.

Koledzy w pracy na pomysł tej trudnej eskapady reagowali różnie, wielu słuchało z niedowierzaniem i stukało się w czoło. Kiedy wrócił, nic oprócz podziwu w ich oczach wyczytać się nie dało. Z zapartym tchem słuchali opowieści i oglądali przepiękne krajobrazy uwiecznione na zdjęciach. A co na to przełożeni? Pani komendant nadkom. Małgorzata Domagalska odpowiada „Dziś rano podczas odprawy Pan Aleksander wspomniał o ostatniej wyprawie, że bolą stawy, że było trudno…, ale ja spostrzegłam bezcenny błysk w jego oczach oraz rysujące się na twarzy szczęście z osiągnięcia kolejnego sukcesu. Nie ukrywam, że ludzie z pasją budzą mój szacunek. Podziwiam Pana Aleksandra za charyzmę, wytrwałość, konsekwencję w zdobywaniu coraz to trudniejszych celów. Takie osoby są autorytetami dla młodych policjantów”.

Olo z ożywieniem i uśmiechem zwycięzcy wyznaje „Nic nie daje mi większej satysfakcji, niż osiągnięcie zamierzonego celu. Traktuję to jako osobisty sukces, dałem radę, pokonałem swoje słabości. Naładowałem swoje „akumulatory” i mogę wracać do pracy. W przyszłym roku planuję pierwszą większą wyprawę zagraniczną - wybieram się na Mont Blanc”. Na pytanie czy jest pewien, że sprosta wyzwaniu odpowiada „Przyświeca mi jedno motto, chcieć to móc”.

sierż. Magdalena Czaplicka
 

Powrót na górę strony