Aktualności

Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

Dyżurnym komisariatu metra być...

Data publikacji 23.02.2015

Choć nie lubi biurokracji i wzajemnego wykluczania się niektórych przepisów, to jednak bardzo lubi swoją pracę i nie zamierza nic w niej zmieniać. O „długich nocach” i „policyjnym nosie” dyżurnego komisariatu metra rozmawiałam ze st. asp. Dariuszem Sasem.

 

  •  
 

Policjant: st. asp. Dariusz Sas
Staż w Policji: 20 lat
Jednostka: Komisariat Policji Metra Warszawskiego

Decyzja o wstąpieniu w szeregi Policji nie pojawiła się nagle. Mojego rozmówcę od zawsze fascynowały mundury i jak sam przyznał, prędzej czy później i tak zostałby policjantem lub żołnierzem. Zaraz po szkole średniej natrafił na ogłoszenie o naborze i takim sposobem znalazł się w Komendzie Stołecznej Policji, gdzie po odpowiednim przeszkoleniu od razu rozpoczął służbę w Komisariacie Policji Metra Warszawskiego. Swoje pierwsze kroki jako policjant stawiał w Wydziale Wywiadowczo-Patrolowym, który wtedy nosił nazwę Kompania Patrolowo-Interwencyjna. W tamtym czasie komisariat metra był całkiem nową jednostką, nie było starszych kolegów, którzy mogliby wdrożyć „świeżaków” w tę pracę.

- Byliśmy zdani tylko na siebie. To, co wynieśliśmy ze szkoły wraz ze wskazówkami komendanta, musiało nam wystarczyć. Z czasem w wielu kwestiach nabraliśmy wprawy. Przez tyle lat można się naprawdę wiele nauczyć, poznać wszystkie aspekty pracy w Policji wzdłuż i wszerz - przyznaje.

Od 3 lat mój rozmówca pełni funkcję dyżurnego komisariatu metra. Zdobyte wcześniej doświadczenie bardzo się przydaje, gdy w grę wchodzi obserwacja ludzkich zachowań i szybkie reagowanie na różne sytuacje. A tych nie brakuje.

Jedna z takich sytuacji wydarzyła się kilka lat temu, gdy pewna lokalna telewizja urządziła prowokację, wpierw zachęcającą do kupienia filmu dla dorosłych, a następnie pocisku wojskowego. Filmowcy byli przeknani, że są w posiadaniu atrapy. Po wezwaniu odpowiednich służb okazało się, że ów przedmiot wcale atrapą nie jest, a najprawdziwszym pociskiem,w którym (jedynie) zapalnik był zablokowany. Można sobie wyobrazić, do jakiej tragedii mogłoby dojść, gdyby ktoś przez przypadek wypuścił go z rąk. Wszystko na szczęście skończyło się dobrze i pocisk został zdetonowany w odpowiednim miejscu, przez odpowiednie osoby.

W zależności od tego, czy zmiana jest dzienna, czy nocna, zaczyna się o godz. 9 lub 21. Wśród różnych, ważnych spraw omawianych na odprawie z komendantem komisariatu metra, jest zapoznanie się ze zdjęciami poszukiwanych. Dzięki temu łatwiej wychwycić takie osoby w tłumie. Poznaje się je po nietypowym, często na pierwszy rzut oka, niezauważalnym zachowaniu. Różni się ono od zachowania obywatela, który nie ma nic na sumieniu. Tutaj mamy do czynienia z próbami ukrycia swojego wzroku, próbie zmian trasy, którą taka osoba miała zamiar iść, ale na widok policjanta zrezygnowała. No
i oczywiście ta specyficzna „nerwowość” w sposobie bycia.

- Tu przede wszystkim potrzebny jest tzw. „policyjny nos” i nie ukrywam, że możliwość wylegitymowania podejrzanej osoby jest sporym ułatwieniem dla nas – przyznaje.

Do głównych zadań dyżurnego komisariatu metra należy m.in. przyjmowanie zgłoszeń o zdarzeniach, koordynowanie działań i kierowanie policjantów w odpowiednie miejsce. Oprócz tego weryfikacja i sporządzanie dokumentacji służbowej oraz, jakże ważny, kontakt z obywatelem. Cechy, które są niezbędne w takiej pracy, to m.in. opanowanie, stanowczość, wyrozumiałość, cierpliwość, kultura osobista, a oprócz tego umiejętność współpracy czy słuchania ludzi oraz podejmowanie szybkich decyzji, często pod presją z zewnątrz. Nie obejdzie się też bez bardzo dobrej znajomości swojego rejonu, przepisów oraz wewnętrznego języka, którym funkcjonariusze z warszawskiego metra posługują się na co dzień. Rzadko kiedy używają typowego nazewnictwa stacji.

- Gdy mówię, że na A1 dzieje się to i to, wiem, że dzięki znajomości naszego języka wewnętrznego, dana osoba skieruje się na Kabaty, a nie na autostradę - żartuje mój rozmówca.

Mimo, że Pan Dariusz bardzo lubi kontakt z ludźmi i możliwość niesienia im pomocy, która zawsze sprawia mu ogromną satysfakcję, szczerze przyznaje, że niektóre sytuacje przekraczają wszelkie pojęcie. Bardzo często do komisariatu metra dzwonią ludzie z pretensjami, że toaleta lub winda jest nieczynna albo że maszyna do biletów nie działa itd. Mówi, że w czasie dziennych dyżurów jest ciężej niż podczas nocnych. Wyjątkiem są jednak tzw. „długie noce”, czyli te z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę, gdy Warszawa jest „przesiąknięta” osobami po alkoholu, z którymi notorycznie są jakieś problemy.

Zapytany, co jest najtrudniejsze w jego pracy, od razu odpowiedział, że kwestia samobójstw. Sam widok jest przerażający, ale konieczność skontaktowania się potem z rodziną osoby, która targnęła się na własne życie rzucając się pod pociąg metra, naprawdę ściska serce. Sporo było takich sytuacji podczas jego całej dwudziestoletniej służby, ale powiedział, że nigdy nie było to dla niego na tyle traumatyczne, aby zgłosić się po pomoc do psychologa.

- Staram się nie myśleć o tym, nie wspominać. Pomaga mi w tym spędzanie czasu z rodziną i spacery z ukochanym psem. Po prostu praca zostaje w pracy, a w domu jest dom.

I tyle w nim się dzieje. Zawsze jest coś do robienia, a że Pan Darek lubi majsterkować, to ma ręce pełne roboty. Jakiś czas temu własnoręcznie stworzył plac zabaw dla swoich dzieci. Kiedyś interesował się żeglarstwem, sportami wodnymi. Dziś chętniej udaje się na wycieczki rowerowe czy zaszywa się z dobrą książką, najchętniej historyczną.

Życzymy Panu Dariuszowi wszystkiego dobrego, w tym dużo gwoździ na poczet nowych pomysłów związanych z majsterkowaniem, ciekawych szlaków rowerowych oraz wielu interesujących książek do przeczytania. I kto wie, może niebawem znów się spotkamy, podczas otwarcia drugiej linii metra, ale to już inna historia.

Karina Pohoska
foto Dominik Mikołajczyk

Artykuł opublikowany na łamach lutowego numeru Stołecznego Magazynu Policyjnego

Powrót na górę strony